Jacek Krajewski

HR | LinkedIn | Eventy

Czy memy mogą pomóc w Twojej rekrutacji?

Możecie je spotkać praktycznie wszędzie. Stanowią specyficzny język porozumiewania się i komentowania otaczającej nas rzeczywistości. Najczęściej przybierają formę karykatury bądź też parodii określonych osób lub zjawisk. Kojarzycie Gangnam Style? Albo Pieseła? Czy mówi Wam coś określenie: „Sorry, taki mamy klimat”? Witajcie w świecie memów internetowych.

Strony typu Demotywatory czy też Kwejk notują miesięcznie miliony odsłon. W największych portalach powoli standardem staje się co najmniej jeden artykuł zawierający w treści określenie „Zobacz memy”. Życie codziennie pisze nam różne scenariusze, więc internauci mają ogromne pole do popisu. Ostatnio jedną ze świetnych ku temu okazji było zwycięstwo reprezentacji Polski nad Irlandią i tym samym awans do piłkarskiego EURO 2016. Radosnej twórczości (mniej lub bardziej udanej) nie było końca. Okazuje się, że ta forma komunikacji coraz śmielej wkrada się do działań rekrutacyjnych. Z moich obserwacji wynika jednak, że z różnym skutkiem – ale zanim wskażę konkrety, zacznijmy od zupełnych podstaw.

Powrót do przeszłości

Pojęcie memu pojawiło się po raz pierwszy w 1976 roku (czyli zanim jeszcze pojawił się Internet) w książce Richarda Dawkinsa „The Selfish Gene”. Najprościej rzecz ujmując, mem został w niej porównany do genu i zdefiniowany jako najmniejsza jednostka ewolucji kulturowej umożliwiająca przekazywanie informacji.

A jeszcze innymi słowy:

An idea, behavior, style, or usage that spreads from person to person within a culture.

– Merriam-Webster Dictionary (An Encyklopaedia Brittanica Company)

Pojawienie się ogólnoświatowej sieci komputerowej rzucało nowe światło na funkcjonowanie tego terminu. Zapytany o to Dawkins w wywiadzie dla portalu Wired odpowiedział tak:

The meaning is not that far away from the original. It’s anything that goes viral. In the original introduction to the word meme in the last chapter of The Selfish Gene, I did actually use the metaphor of a virus. So when anybody talks about something going viral on the internet, that is exactly what a meme is and it looks as though the word has been appropriated for a subset of that.

 

Czyli przede wszystkim chodzi o rozprzestrzenianie się (wirusowość) wśród jak największego grona odbiorców pewnej idei bądź też aktywności. Nie tylko w formie obrazka, ale również i nagrania video, strony internetowej bądź też dedykowanego hashtagu. Świetnym katalizatorem takich komunikatów stały się oczywiście media społecznościowe.Na pytanie, co decyduje o sukcesie memu, nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ jest to wypadkowa wielu czynników. Ale na pewno nie obędzie się bez oryginalnego pomysłu, umiejętnego łączenia kontekstów oraz wywoływania emocji w odbiorcy Zauważyłem dwie odmienne postawy w tym temacie, jeżeli chodzi o rekruterów oraz ich poszukiwania w mediach społecznościowych.

Po partyzancku

Moją szczególną uwagę ostatnimi czasy przykuwają grupy tematyczne na Facebooku z ofertami pracy dla programistów. Każdego dnia na każdej z tych grup pojawia się średnio kilka propozycji zatrudnienia. Przybierają one różne formy. A to w formie klasycznej, czyli pełna treść ogłoszenia umieszczona na zasadzie „kopiuj-wklej”. Bądź też w postaci kilku zdań opisu i tzw. „call to action” („Szukasz pracy w międzynarodowej firmie z ciekawymi projektami? Napisz do mnie na priv”). W tym gąszczu coraz częściej pojawiają się wpisy właśnie z memami w tle. I tutaj zaczynają się moje wątpliwości. Z jednej strony widać tutaj próbę uatrakcyjnienia przekazu, ale odnoszę wrażenie, że rekruterzy popadli w swoisty automatyzm podczas dodawania tego typu treści. Znakomita ich większość (nawet jeśli pasują kontekstowo) jest już tak opatrzona, że tak naprawdę nic wnoszą do załączonej oferty pracy. Po dłuższej analizie konwencja takich postów staje się przewidywalna i monotonna. Niemniej jednak próg wejścia jest bardzo niski  – w ciągu kilku chwil można łatwo coś znaleźć w sieci lub też skorzystać z generatora memów. Ciężko się oprzeć takiej pokusie…

12107817_1637361426541119_6241077667033448535_n

Niby śmieszne, ale czy oprócz tego wnosi do oferty jakąś dodatkową wartość?           (źródło: Facebook)

Finalnie taka propozycja współpracy jest trywializowana (bądź też zupełnie ignorowana) a przecież chyba nie o to nam chodzi, prawda? Ciekawe, gdzie jest w tym wszystkim nasza marka jako rekrutera i pracodawcy, którego reprezentujemy? Fajnie, że chcemy zrobić coś spontanicznie, ale często ma to znamiona działania partyzanckiego. Może i mamy przysłowiową broń (ogłoszenie+mem), ale stosujemy ją w niewłaściwy sposób. To takie wyjście z lasu z okrzykiem „hurra!” i przekonanie, że jakoś to będzie. Bez pomyślenia o wszystkich tego możliwych konsekwencjach. Jeżeli szukacie konkretnych przykładów, to nie będzie wytykania przeze mnie palcem konkretnych osób, bo publicznie zwykłem przede wszystkim chwalić. Opiszę Wam tylko jedną z kilku sytuacji, która zdaje się potwierdzać moje wnioski. Otóż na wspomnianej jednej z grup pojawiła się oferta pracy dla Frontend Developera, której towarzyszył poniższy obrazek:

12074618_1232095050149308_5995443685614475345_n

No i cała prawda wyszła na jaw… (Źródło: Facebook)

Pierwszym komentarzem, który pojawił się pod postem było pytanie,czy pracodawca męczy developerów podobnie jak przedstawione na zdjęciu zwierzę (!?). Wypowiedź zebrała kilkanaście polubień i w pewnym sensie ukierunkowała już dyskusję. Nawet pomimo faktu, że znalazł się ktoś, komu ten mem się spodobał. Kwestią sporną jest to, czy właśnie taki dodatek do treści był najlepszym pomysłem. Intencje zapewne były inne aniżeli osiągnięty rezultat tej komunikacji. A w zasadzie to jej braku, bo na wspomniany nieprzychylny i co tu dużo mówić, złośliwy komentarz nie było riposty ze strony rekrutera. A przecież media społecznościowe to nie tablica ogłoszeń, ale konwersacja.

Jak komandosi

Do batalii o kandydatów można podejść inaczej (przede wszystkim mieć na to plan) a tym samym „zarazić” naszym przekazem jak największe grono osób.

Marcin Majzner, prezes firmy Cupsell.pl, na początku ubiegłego roku szukał grafika do swojego zespołu. Zamiast publikacji standardowego ogłoszenia, zamieścił w serwisie Youtube dwa nagrania (tutaj obejrzysz wersję dla Panów a po kliknięciu tutaj wersję dla Pań), które zdobyły ogromną popularność. A przekładając to na liczby: prawie 250 000 wyświetleń (łącznie) obu filmów oraz około 500 aplikacji. Pamiętam, że wywołało to żywiołową dyskusję na temat zarówno formy, jak też treści przekazu. Nagranie mocno mnie rozbawiło. Niemniej jednak byłem dość zaskoczony takim podejściem i pewnie jako kandydat bym nie zaaplikował, ale…przecież to nie ja jestem w targecie! Co nie zmienia faktu, że do dziś się śmieję, jak oglądam te video. A właśnie m.in. za rozpoznanie grupy docelowej firma Cupsell.pl wygrała swoją kategorię w konkursie EB Kreator (Najlepsze Ogłoszenie Rekrutacyjne). Zwróćcie też uwagę, że tak naprawdę w tym ogłoszeniu mamy swoisty festiwal różnego rodzaju memów. Oprócz tego trzeba mocno podkreślić fakt, że Marcin prowadzi na Youtube swój kanał od pewnego czasu i świetnie wykorzystuje go jako narzędzie komunikacji zarówno z klientami, jak też kandydatami – czego flagowym przykładem jest ta historia. Swego czasu z prezesem Cupsell.pl przeprowadziłem krótki wywiad na blogu rekrutacyjnym Goldenline, do którego lektury Was zachęcam.

Z kolei wrocławska firma Objectivity na przełomie grudnia 2014 i stycznia 2015 przeprowadziła kampanię, która była głównie komunikowana za pośrednictwem ich fanpage na Facebooku.

Już sam fakt, że głównymi bohaterami memów byli pracownicy, świadczy o dużym dystansie i poczuciu humoru. Bez zadęcia, przechwałek i wygłaszania sztampowych haseł. Nie wspominając o tym, że sami musieli mieć przy tym mnóstwo frajdy!  Tym samym Objectivity udowodniło, że pomimo konkurencyjnej branży IT nadal można podejść naprawdę nowatorsko do działań rekrutacyjno-wizerunkowych. Jakby tego było mało, po kampanii internetowej kolejnym krokiem były billboardy, które pojawiły się w różnych miejscach Wrocławia. W cały projekt było zaangażowanych kilkadziesiąt osób z różnych działów!

Untitled design

Mistrzowskie memy od Objectivity  (źródło: https://www.facebook.com/ObjectivityLtd?fref=ts )

O krótkie podsumowanie oraz liczby poprosiłem Justynę Abrahamowicz, Specjalistkę ds. Social Media w Objectivity (dziękuję Ci bardzo!):

Czas trwania kampanii: 4.12.2014 – 15.01.2015

Liczba kreacji (memów): 9

Aktywności użytkowników względem memów: około 400 (komentarze, polubienia i udostępnienia – tych ostatnich było ponad 50!)

Zaangażowani w tym okresie w życie fanpage’a:

– 62% naszych fanów było zaangażowanych w aktywności marki

– 150 nowych osób zaangażowało się w nasze aktywności (to „efekt uboczny” wiralowości memów ;))

Oprócz tego, kampania została zauważona przez wielu kandydatów, którzy przychodząc do nas na rozmowę kwalifikacyjną mówili, że zrobiliśmy „kawał dobrej roboty”. Duże wrażenie wywarła na nich informacja, że w proces tworzenia kreacji, zdjęć i haseł włączonych było kilkadziesiąt osób z firmy. Dla nas to zupełnie naturalne zjawisko, ponieważ kulturę naszej firmy tworzą ludzie, a my ich wyjątkowość chcemy pokazywać najczęściej jak tylko się da. 

To, o czym warto jeszcze wspomnieć, to fakt,  że fanpage Objectivity powstał w listopadzie 2014, a kampania ruszyła miesiąc później. W tamtym czasie mieliśmy mniej niż 400 fanów, a mimo tego udało się dotrzeć do ogromnej liczby osób. Wygenerowaliśmy mnóstwo aktywności, ale przede wszystkim stworzyliśmy kontent wiralowy, który docenili m.in. Paweł Tkaczyk i BardzoHR. To bardzo motywuje do tworzenia dobrego „socialu” i kolejnych kampanii EB.

 

Podsumowując oba przykłady – nie byłoby takich sukcesów bez wcześniejszego przygotowania, rozpoznania grupy docelowej oraz pokazania autentycznego klimatu, który panuje w organizacji. Zdaję sobie sprawę, że oczywiście kampanii z użyciem memów było więcej, ale te wyróżniły się w szczególny sposób i zasłużyły tym samym na wzmiankę.

Czy warto sięgać po takie formy komunikacji w rekrutacji? Tak, ale przede wszystkim robić to z głową i przeświadczeniem, że jest to naturalne i współgra z naszymi pozostałymi działaniami.

Zapewne największe pole do popisu mają tutaj agencje interaktywne, startupy, oraz firmy z sektora IT a także e-commerce. Oprócz tego nie można zapomnieć o branży BPO/SSC, która ma ogromne potrzeby kadrowe. Z ciekawością będę śledził kolejne miesiące i aktywności pracodawców właśnie w tym zakresie. Czekam też na dalsze działania Grupy PZU, która gościła już w swoim biurze kurę, a później boskiego Thora 🙂

Jeżeli natomiast chcemy pójść na łatwiznę i mieć rozwiązanie „instant” to proszę bardzo. Zanim jednak dodamy kolejnego supermema, zastanówmy się, czy i w ogóle daje on jakąkolwiek wartość dodaną dla naszego odbiorcy. I czy przypadkiem nie będzie to przerost formy nad treścią. Bo od uśmiechu (albo w skrajnym przypadku zażenowania nietrafionym komunikatem) do przyjaznej i profesjonalnej rekrutacji dzieli nas ogromna przepaść…

Previous

Intro

Next

Rozmowy okołorekrutacyjne

1 Comment

  1. Marcin

    Fajny wpis 🙂 Nawet nie sam Mem a otwartość na rozwiązania w Real Time Marketingu może pomóc. To właściwie odpowiednie wyczucie chwili często powoduje, że dany mem jest popularny. Wtedy też możemy mieć fajny zasięg, ale warto robić to z głową. Nie wszystkie tematy zasięgowe pasują pod charakter marki pracodawcy. Z grafikiem jest dość łatwo, z programistą już ciężej.

Odpowiedz na „MarcinAnuluj pisanie odpowiedzi

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén