Jednym z podstawowych źródeł, z którego czerpię informacje branżowe jest dla mnie Twitter. I to właśnie tam trafiłem na historię, o której na początku lipca było głośno za oceanem. Szczególnie powinna nam ona dać do myślenia w kontekście komunikacji pracodawców, której adresatami są młodzi ludzie.

Skarbie, wpadnij na imprezę
Patrick Burtchaell, student Uniwersytetu w Nowym Orleanie zamieścił takiego oto tweeta:

Mamy więc tutaj zrzut ekranowy wiadomości, którą otrzymał jego współlokator od rekrutera z Microsoftu.
Nie wiem czemu, ale instynktownie postanowiłem najpierw dowiedzieć się, co to takiego ta Internapalooza, którą nadawca wspomina w swojej wiadomości. Moja ciekawość już po chwili została zaspokojona, gdy trafiłem na ich stronę internetową. Szybki rzut oka na kilka fotek z galerii oraz partnerów a także na jeden z tekstów w Medium i wszystko staje się jasne. Chodzi o coroczne wydarzenie networkingowe, które gromadzi kilka tysięcy (!) umysłów ścisłych – studentów i stażystów. Tam mogą poznać bliżej swoich potencjalnych pracodawców – gigantów jak też mniejszych graczy z Doliny Krzemowej. Widzę tutaj mix targów pracy, konferencji i warsztatów oraz solidnego afterparty wieczorami. A wszystko zrobione z ogromnym rozmachem i na najwyższym poziomie.
Skoro już poznałem trochę kontekst, wróciłem do wspomnianego tweeta z mailem. W dużym skrócie: rekruter bardzo bezpośrednio zwrócił się w nim do stażysty i zaprosił go na wspomnianą już wcześniej Internpaloozę (a w szczególności na afterparty). Operował przy tym kilkoma slangowymi określeniami. Przeczytałem to kilkukrotnie i myślę sobie „nie, to nie może być prawda”. Dodatkowo chciałem rozłożyć całą treść na czynniki pierwsze, bo niektórych zwrotów zupełnie nie rozumiałem. Zajrzałem więc do tego tłumaczenia i dopiero wtedy wszystko stało się dla mnie jasne.

Pięć minut niechcianej sławy
Na reakcje po upublicznieniu tej wiadomości nie trzeba było długo czekać. Nie dość, że lawina niepochlebnych oraz prześmiewczych komentarzy przetoczyła się przez Twittera, to temat został podchwycony przez większość liczących się w Stanach portali poświęconych biznesowi oraz technologiom. Krytyczne publikacje pojawiły się między innymi na stronach Fortune, Business Insidera, Bloomberga, oraz Mashable. Dodatkowo było w nich cytowane oficjalne oświadczenie Microsoftu (więc mail nie był podrobiony). Szczerze współczuję autorowi niefortunnej zaczepki i mogę sobie jedynie próbować wyobrazić, jak taka osoba może się czuć po tym wszystkim. Intencje z pewnością były jak najbardziej dobre, ale w komunikacji liczy się jednak efekt, który był odwrotny od zamierzonego. Świetnie ilustruje to poniższa scena z pewnego serialu:

Reputacja firmy oraz samego rekrutera została nadszarpnięta. Zastanawiam się jednak, co by się stało gdyby to przytrafiło się innej, znacznie mniej rozpoznawalnej marce. Czy wspomniany Patrick równie chętnie ćwierkał by o tym i odbiło by się to tak wielkim echem w mediach? Teraz mogę sobie jedynie pogdybać na ten temat.

Dokąd tak biegniesz?
Mam wrażenie, że ta cała sytuacja dość dobrze ilustruje pewną postawę, którą obserwuję u części pracodawców chcących przyciągnąć do siebie millenialsów. Rzućmy kilka luzackich tekstów w ogłoszeniu, puśćmy w „socjalach” jakiegoś mema i jesteśmy cool. A może spróbujemy podziałać na Snapchacie? Tyle o nim głośno i podobno nawet ktoś tam już rekrutował…Albo nie, może najpierw nakręćmy jakiś film o nas? I tak dalej.. Oczywiście warto wiedzieć, co w trawie piszczy ale czy równie warto za tym wszystkim gonić? Niekoniecznie to, co jest na czasie, można wykorzystać w swoich działaniach. Nie zawsze to, co robią inni, musimy stosować również my. Czy aby na pewno dobrze odrobiliśmy pracę domową i poznaliśmy dokładnie swoją grupę docelową? Czy wiemy, czego od nas oczekują nasi kandydaci? (przy tej okazji polecam wpis Kasi Borowicz o personach). Bo jeśli nawet ma być to właśnie tak nowoczesna forma komunikacji, to połączona z wartościową treścią i ofertą realnych korzyści pracy w naszej firmie. Można przy tym mieć poczucie humoru, ale nie warto przeginać. Od tzw. lolcontentu są inne miejsca w sieci:).

P.S.
Nie pamiętam chyba tygodnia, w którym nie byłoby jakiejś wzmianki o „Igrekach” lub „Zetkach” w środkach masowego przekazu. Niesamowite, z jaką łatwością wrzuca się tych wszystkich ludzi do jednego worka, jeżeli chodzi o ich postawy, zwyczaje oraz aspiracje życiowe. Ponadto zwróćcie uwagę, jak wiele jest raportów poświęconych temu zagadnieniu. Co badanie, to inne wnioski;-) Co w tej sytuacji zrobić, jak żyć? Oprócz pogłębionej wiedzy o waszych kandydatach polecam zdrowy rozsądek i odrobinę dystansu, bo dzięki temu zamiast problemów będzie łatwiej znaleźć skuteczne rozwiązania. Tego Wam właśnie życzę w jak największej ilości!

Licencja Creative Commons
Holly run à Calais by Jean Christophe Blanquart is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa 4.0 Międzynarodowe License.